Opieka lekarza weterynarii Drukuj Email
Opieka_wet_sygn

O ile nasz Kot nie choruje na nic poważnego, koszty związane z wizytami u weterynarza są całkiem przystępne. Musimy jednak pamiętać, że Kot, tak jak człowiek, jak każde żywe stworzenie choruje. Adoptując Kota, przemyślmy sprawę od strony finansowej – czy jeśli nasz pupil zachoruje będziemy w stanie wydać większą ilość pieniędzy by ratować Jego zdrowie czy nawet życie? Czy będzie nas stać na weterynaryjną karmę? Jeśli przy pierwszej Kociej chorobie postanowicie wymienić Kota na zdrowy model, oddać Kota do schroniska by pozbyć się problemu i nadmiaru wydatków – ODSTĄPCIE PROSZĘ OD ADOPCJI!

Kiedy bierzemy Kota do domu, pamiętajmy by go dobrze odrobaczyć - na pasożyty wewnętrzne oraz zewnętrzne. Pierwsze odrobaczanie powinno uwzględniać oba wymienione rodzaje. Drugie odrobaczanie powinno być powtórzone w ciągu 10-14 dni (zależnie od użytego środka) i przeważnie wystarczy już tylko preparat przeciwko pasożytom wewnętrznym. Po ok. tygodniu po drugim odrobaczaniu, Pana Kota można już szczepić. Musimy pamiętać, że jeśli Kot jest zarobaczony, szczepienie się nie przyjmie. Dlatego skuteczne odrobaczanie jest bardzo ważne. Jeśli nasz Kot nie będzie wychodził, szczepimy go tzw. „czwórką” czyli szczepionką przeciwko: herpes wirusowi, kociemu katarowi, panleukopenii i chlamydii. Jeśli nasz Kot będzie miał możliwość bezpiecznego (!) wychodzenia wtedy dobrze jest Kota zaszczepić dodatkowo przeciwko białaczce kociej – FeLV. W przypadku dorosłego Kota, takie szczepienie powinno być poprzedzone wykonaniem testu na obecność wirusa białaczki i FIV. Najnowszą i najbezpieczniejszą obecnie szczepionką jest produkt PureVax. Jeśli szczepimy Kota przeciwko białaczce, poprośmy weterynarza by szczepił w tylną łapę. Szczepienie powtarzamy po miesiącu. Kota niewychodzącego odrobaczamy średnio co 6 miesięcy a szczepimy przez pierwsze 2-3 lata co roku, później możemy szczepić co 3 lata. Kota który ma możliwość wychodzenia odrobaczamy najrzadziej co 3 miesiące i szczepimy regularnie raz do roku.

Jeśli adoptowaliśmy Kocię lub Kota dorosłego, ale jeszcze nie kastrowanego, pamiętajmy by koniecznie tego dokonać. Kocury kastrujemy w wieku ok. 7 miesiąca życia (po wymianie wszystkich zębów oraz kiedy poczujemy charakterystyczny „zapach” Kocurka) natomiast Kotki około pierwszej rui. Zabieg kastracji to nieopisana korzyść dla Kota! I to zarówno od strony zdrowia zarówno psychicznego jak i fizycznego. Proszę pamiętać, że Koty nie są emocjonalnie związane ze swoimi narządami rozrodczymi i ich brak nie jest dla nich odczuwalny a sam zabieg kastracji nie jest przeżyciem „traumatycznym”. O ile kastracja Kocurów jest oczywista, ze względu na Ich charakterystyczny zapach, o tyle kastracja Kotki w wielu przypadkach wydaje się być „zbędna”. Nic bardziej mylnego! Zabieg ten eliminuje bardzo często występujące nowotwory narządów rodnych u Kotek oraz ryzyko ropomacicza – które w wielu przypadkach jest śmiertelne. Pamiętajcie Państwo, że również ruja, która potrafi trwać długo i występować często, jest bardzo męcząca i wyczerpująca dla Kotki. Jeśli mamy Koty nierodowodowe – kastracja jest naszym obowiązkiem!

Wbrew krążącym opiniom kastrowany Kot nie jest mniej łowny. Tak samo właściwe karmienie Kota nie zmniejszy jego chęci do polowania!

Koty cierpią w milczeniu. Jeśli zauważamy u naszego Kota objawy choroby, bardzo często jest ona już bardzo zaawansowana. Dlatego zdrowie naszego Kota leży w naszych rękach. Do nas należy obserwowanie Kota i jego zachowania, wyłapywanie wszelkich odchyleń od „normy” oraz regularne, coroczne wizyty u weterynarza w celu zbadania krwi i moczu. Jeśli nasz Kot nie choruje, zabierzmy go raz do roku na kontrolne badanie. Weterynarz pobierze krew i mocz oraz sprawdzi w jakim stanie są nerki, wątroba, drogi moczowe i inne Kocie organy. To pozwoli odpowiednio szybko wykryć ewentualną chorobę i wprowadzić odpowiednie leczenie. To zaoszczędzi nam kosztów a Kotu cierpienia. A już najszczęśliwszą wiadomością jest usłyszeć od weterynarza – Wasz kot jest zdrowy!

To tak niewiele ze strony człowieka a tak wiele dla szczęścia Kota.

Przy okazji chciałabym też obalić dwa mity, tak często skazujące Koty na okrutny los – toksoplazmozę oraz alergię. Większość zachorowań na toksoplazmozę to zarażenie przez surowe mięso lub niedomyte warzywa czyli z ziemi. Owszem, Koty bywają nosicielami toksoplazmozy, ale by się od Kota zarazić przede wszystkim On sam musi być chory – mieć biegunkę i ogólne objawy chorobowe, tylko wtedy jest zdolny wydalić ocysty! Po drugie takie odchody musiałby przeleżeć w temperaturze pokojowej dobre kilkanaście godzin i być przez człowieka… w jakiś sposób spożyte.

Co do alergii to, według najnowszych publikowanych badań, Koty podnoszą odporność na alergeny i zmniejszają ryzyko zachorowania na alergię. Jeśli mamy w domu osobę, dziecko, które już ma zdiagnozowaną alergię na Kota to albo zrezygnujmy z adopcji, albo udajmy się do Alergologa – w tej chwili jest mnóstwo nowoczesnych i skutecznych metod jak również szczepionek przeciw alergii. Inną sprawą jest fakt, że alergik przeważnie uodparnia się na własnego Kota. Fakt potwierdzony życiowo – mieszkam z astmatykiem-alergikiem, który w tej chwili nie ma żadnych objawów alergicznych na nasze osobiste Koty – sztuk cztery. Moja przyjaciółka również ma silną alergię na Koty, ale tylko obce. Dwa Koty z którymi mieszka, nie wywołują u niej żadnych objawów.