Pieskie Żarcie Drukuj Email

Artykuł pochodzi z czasopisma „Przekrój” z nr 48/2005

 

Pieskie żarcie

Piotr Stanisławski

 

Sprzedaż karmy dla zwierząt to przede wszystkim marketing.

Gotowa karma dla psa czy kota – jakie to wygodne! Ale czy na pewno wiesz, co je twój zwierzak? Może zamiast wybornym mięsem jagnięcia karmisz go przetworzoną soją? Sprawdź, co powinny jeść domowe zwierzęta.

W zwolnionym tempie zdyszany i szczęśliwy pies pędzi, przeskakując kolejne przeszkody. Nic go nie może powstrzymać w drodze do miski ukochanego jedzenia. Gdy jej dopada, widać, że osiągnął pełnię psiego szczęścia. Producenci najpopularniejszych karm starają się, by właściciele zwierzaków żyli w przekonaniu, że najlepsze, co może spotkać ich psy, to jedzenie suchych, brązowych kulek nie mających wiele wspólnego z mięsem. Jak jest naprawdę?

 

Niekoniecznie drapieżnie

 

Na początek proponuję mały test. Czym żywił się praprzodek dzisiejszych psów – i ratlerków, i dogów? Mięsem? Otóż nie do końca.

Psy mieszkają z ludźmi od około 150 tysięcy lat – genetyczne dowody wskazują, że mniej więcej w tym czasie od linii wilków oddzielił się przodek dzisiejszego psa. Same wilki żyły w pobliżu hominidów jeszcze dawniej – szacuje się, że nawet 400 tysięcy lat temu, gdy Homo sapiens jeszcze nie istniał. Już wtedy „prapsy” korzystały z bliskości dziwnego, dwunożnego gatunku, który rozrzucał wokół swoich siedzib mnóstwo interesujących rzeczy. Z czasem okazało się, że regularne polowanie jest znacznie mniej efektywne niż wykorzystywanie resztek po tych dwunożnych. Dla urozmaicenia diety warto było podjeść trochę trawy, liści, czasem ślimaka, czasem żuczka.

Psy już od momentu oddzielenia się od wilków ewoluowały jako zwierzęta raczej wszystkożerne niż jednoznacznie mięsożerne, a kilkaset tysięcy lat wspólnej historii z ludźmi tylko umocniło te upodobania. – O wszystkożerności psów świadczy stosunek długości przewodu pokarmowego do długości całego ciała – wyjaśnia doktor Michał Jank z Zakładu Dietetyki Katedry Nauk Fizjologicznych Wydziału Medycyny Weterynaryjnej SGGW. – U psów wynosi on 6:1, podczas gdy u kotów tylko 4:1. Im wartość tego stosunku jest wyższa, tym zwierzę lepiej przystosowane jest do trawienia pokarmów roślinnych. Na przykład u roślinożernego królika stosunek ten wynosi aż 10:1.

Jak widać, powszechny pogląd o drapieżnych psach osaczających w stadach dziki, a następnie pożerających ich mięso mija się z rzeczywistością.

Natomiast koty to typowi mięsożercy. – W naturze kot żywi się przede wszystkim surowym mięsem – mówi doktor Jank – bez niego, a dokładniej bez zawartej w nim tauryny, koty niezwykle często zapadają na choroby serca.

To właśnie wysokie zapotrzebowanie na taurynę, jeden z aminokwasów, sprawiło, że koty tak chętnie łapią myszy. Okazało się, że w przeliczeniu na masę ciała mysz zawiera najwięcej tauryny ze wszystkich rodzajów mięsa.

 

Psi fast food

 

Właściciele psów i kotów zwykle starają się dawać swoim zwierzakom jedzenie, które zaspokoi wytworzone przez ewolucję potrzeby. Jednak to, co jest dobre dla ludzi, niekoniecznie służy zwierzętom. Na przykład wszechobecna w naszej kuchni sól przyczynia się do powstawania chorób serca, a niedobory składników, bez których my możemy się obejść, bywają dla zwierząt zabójcze.

Dlatego coraz większą popularność zyskują gotowe karmy przystosowane do potrzeb gatunku, a nawet konkretnej rasy zwierzaków. Choć pomysł na takie jedzenie powstał pół wieku temu, to dopiero od kilkunastu lat potrafimy opracowywać naprawdę dobre karmy. To zasługa grubych milionów dolarów inwestowanych w badania nad jedzeniem dla psów i kotów. Na świecie istnieje kilkadziesiąt firm prowadzących laboratoria, w których określa się optymalny skład zwierzęcej diety i próbuje opracować karmę doskonałą. Kilka światowych organizacji zrzeszających producentów karmy wydaje zalecenia, w których określone są najważniejsze składniki niezbędne dla zdrowia psów i kotów.

Jak ważne jest opisanie tych zasad, pokazuje choćby przykład wspomnianej tauryny. – Do lat 80. bardzo częstą chorobą wśród kotów były problemy z sercem: powiększenie, spadek kurczliwości – mówi kardiolog, doktor Rafał Niziołek. – Długo nie wiedziano, o co chodzi, aż odkryto, że przyczyną jest dieta pozbawiona surowego mięsa i zawartej w niej tauryny. Zaczęto dodawać ten aminokwas do karm i nagle problem zniknął. Teraz spotykam zaledwie kilka przypadków takich chorób rocznie.

Jednak samo przejście na gotowe karmy nie gwarantuje zdrowia. Trzeba sobie zdawać sprawę, że karmy różnią się od siebie, tak jak jedzenie z McDonald’s od posiłku w dobrej restauracji. – Niestety, w Polsce wciąż wielu ludzi nie rozróżnia rodzajów karmy dla zwierząt – ubolewa doktor Michał Jank. – Często uznaje się, że karma to karma – wszystko jedno, czy droższa, czy tańsza.

Tymczasem różnice mogą być naprawdę duże. Psie i kocie jedzenie sprzedawane w Polsce można podzielić na dwie grupy: podstawową i premium. Pierwsza z nich to, to, co widzimy w każdym sklepie spożywczym: Pedigree, Chappi, Darling, Frolic, Kitekat czy Whiskas. Drugiej nie spotkamy w supermarketach czy sklepach osiedlowych – sprzedają ją wyspecjalizowane sklepy z artykułami dla zwierząt oraz lecznice weterynaryjne. Tu znajdziemy Royal Canin, Eukanubę, Hill’sa, Iamsa czy Purinę. Skąd tak zdecydowany podział?

To kwestia ceny. Za 10-kilowy worek karmy z segmentu podstawowego zapłacimy około 40 złotych. Za taką samą ilość karmy premium – około 160 złotych. Gdyby obie stały obok siebie na półce supermarketu, nikt nie sięgnąłby po tę droższą. Tymczasem specjalista jest w stanie wytłumaczyć, dlaczego warto zapłacić więcej.

 

Tanie inaczej

 

Na początek czysty rachunek ekonomiczny. Spójrzmy na dawkowanie obu rodzajów suchej karmy. Dzienna dawka Chappi dla psa ważącego 10 kilogramów wynosi 200 gramów. Jeśli pies będzie jadł Eukanubę, wystarczy mu około 110 gramów. Nagle okazuje się, że karma premium jest już tylko dwa, a nie cztery razy droższa. Dlaczego tak się dzieje? To kwestia zastosowanych składników. Dobre karmy są trawione w 92–95 procentach, podczas gdy te z niższej półki – tylko w 75–80 procentach. Zresztą dobrze widać to na naszych trawnikach: kupy giganty, w które regularnie wchodzimy, to właśnie wynik żywienia słabo przyswajalnym jedzeniem. Pies żywiony karmą premium robi kupkę miniaturkę.

W wyliczeniach warto też uwzględnić wpływ jedzenia na zdrowie zwierzaka. Nie można po prostu stwierdzić, że podstawowa karma jest niezdrowa. – Różnica polega na tym, że karmy premium są zawsze robione z tych samych składników w takim samym procesie – tłumaczy doktor Jank. – Tymczasem przy produkcji tańszej karmy dopuszczalne jest użycie tego, co akurat będzie najtańsze.

Jeśli na karmie premium jest napisane, że zawiera mięso z kurczaka, wiadomo, że użyto faktycznie dobrego mięsa. W karmie tańszej raz będzie to pierś, a raz zmielone wraz z pazurami łapy, dzioby i kości.

Trzeba też zwrócić uwagę na nazewnictwo stosowane na opakowaniach. Jak tłumaczy lekarz weterynarii Arkadiusz Silny, krajowy konsultant Eukanuby do spraw kontaktu z weterynarzami, zgodnie z przyjętymi na świecie przepisami rozróżnia się cztery odmiany karm. Pierwsza to mięsna, która musi zawierać ponad 26 procent mięsa. Jeśli jest go ponad 14 procent, karma zaliczana jest do produktów bogatych w mięso. Karmy podstawowe należą zwykle do trzeciej grupy, którą opisuje się jako „zawierającą mięso” – tu musi być go ponad 4 procent. Ostatnia kategoria to jedzenie o zapachu mięsa – tu zwykle nie ma śladu po faktycznym mięsie, wszystko załatwiają aromatyzatory.

Prawda jest więc taka, że w produkcie o nazwie „Mięsna uczta” jest około 4 procent mięsa – w dziennej, 200-gramowej porcji zaledwie 8 gramów, a więc nieco mniej, niż ważą dwie monety dwuzłotowe.

A co z resztą? – Większość każdej suchej karmy stanowią składniki pochodzenia roślinnego – wyjaśnia doktor Jank. – Najczęściej to skrobia i białko pochodzące z soi oraz kukurydzy.

Oczywiście im mniej mięsa, tym więcej musi być takiego wypełniacza. Chodzi o to, by karma spełniała standardy – na przykład poziom białka powinien wynosić około 16–20 procent. Tyle, że białko białku nierówne. Te pochodzenia roślinnego są gorzej przyswajalne i mniej wartościowe od mięsnych. A w dodatku soja ma przykry zwyczaj wywoływania uczuleń.

Jak to się dzieje, że zwierzęta chcą jeść tę mieszankę dziwnych produktów, które w dodatku podawane są w postaci dziwnie wyglądających kulek, sześcianów czy gwiazdek? Najważniejsza jest tu rola węchu – liczy się pierwsze wrażenie po pochyleniu się nad miską. Producenci karmy o tym wiedzą i robią wszystko, by zapach jedzenia był możliwie atrakcyjny dla zwierząt i możliwie znośny dla ludzi. To niełatwe zadanie – badania pokazują, że psy najchętniej jadłyby karmę o zapachu tak odrażającym, że żaden właściciel nie zgodziłby się jej trzymać w domu.

Stosuje się więc inne metody – pokrywa się karmę warstwą tłuszczu oraz dodatków zapachowych i smakowych. Czasem są to przemielone ścięgna, kości, skóra i reszta nienadających się do niczego odpadków. W droższych stosuje się na przykład ekstrakty z wątroby, które nie tylko dają zapach, ale mają też wartości odżywcze. Okazuje się również, że dla zwierząt ma znaczenie kształt i faktura podawanego jedzenia. Bywa, że przy zmianie karmy psy i koty odmawiają nowego jedzenia, bo bardzo przyzwyczaiły się do kształtu poprzedniego.

Jest jeszcze spora grupa karm w puszkach. Zawierają one nawet 80 procent wody, a ich skład nie podlega tak ostrym regulacjom jak sucha karma. Żywienie zwierząt karmą z puszek jest zwykle znacznie droższe od stosowania suchej.

Przy wyborze trzeba zdawać sobie sprawę, że większe pieniądze płacone za lepszą karmę to rodzaj inwestycji. Zwierzę żywione stale karmą premium ma przed sobą dłuższe i zdrowsze życie w porównaniu z tym, które dostaje najtańsze jedzenie. Ma mniejsze szanse na zapadnięcie na choroby serca, nerek i wątroby, dłużej też zachowa sprawność, gdy będzie już stare.

Problemy pojawiające się przy ciągłym jedzeniu słabej karmy wynikają z obecnych w niej przypraw i składników mających przyciągać zwierzę do jedzenia, w którym są jedynie śladowe ilości prawdziwego mięsa. Szkodzą też sztuczne antyutleniacze i konserwanty. Z czasem mogą się pojawić niedobory składników potrzebnych do prawidłowego metabolizmu. To trochę tak jak z żywieniem się w barach fast food. Od tego jedzenia się nie umiera, ale trudno spodziewać się zdrowego życia.

 

Co kupowałby twój kot?

 

Oczywiście producenci nie mają najmniejszego zamiaru pozostawiać spraw własnemu biegowi. Sprzedaż karmy dla zwierząt to ogromne przedsięwzięcie marketingowe. O budżetach największych graczy świadczą pory emisji reklam telewizyjnych – 30 sekund między „Wiadomościami” a prognozą pogody w pierwszym programie telewizji kosztuje niemal 40 tysięcy złotych. Właśnie w tym czasie pojawiają się reklamy Pedigree, Whiskasa czy Frolica.

Karmy z niższej półki prezentowane są w charakterystyczny sposób. Reklamy nie odwołują się do wiedzy właściciela i nie opierają się na składzie karmy czy jej zaletach dietetycznych. Tu chodzi o czyste emocje – szczęśliwy pies biegnący przez słoneczną łąkę, kot mruczący z zadowolenia na kolanach właścicielki. Oczywiście kulminacyjnym momentem jest zawsze rozkosz jedzenia reklamowanej karmy.

Jeden z weterynarzy opowiadał, że przy kręceniu reklamy kociego pokarmu kot aktor nawet nie chciał spojrzeć na promowany produkt. Trzeba mu było dawać jedzenie przygotowane przez właściciela i całość filmować tak, by moment jedzenia kręcić z tyłu.

Szukając drogi do serc i portfeli klientów, firmy chętnie korzystają ze stereotypu mówiącego, że zwierzęta mają instynkt, który im podpowiada, co dla nich najlepsze. Hasło „Twój kot kupowałby Whiskas” ma mniej więcej taką wagę jak stwierdzenie „Twoje dziecko wybrałoby McDonald’s”. Pewnie to prawda, ale czy faktycznie o to nam chodzi?

Inaczej sprzedaje się produkty premium. Tu już nie chodzi o emocje. Właściciel powinien mieć wrażenie, że traktuje się go poważnie, jak fachowca, a dokonany przez niego wybór oparty jest na solidnej wiedzy. Dlatego właśnie poczekalnie lecznic weterynaryjnych pełne są ulotek informujących ze szczegółami o składzie każdej odmiany karmy i wyjaśniających zalety poszczególnych dodatków.

Tu również liczą się pomysłowe zagrania marketingowe – firma Royal Canin wprowadziła karmy dla poszczególnych ras psów i kotów: oddzielnie dla wilczurów, labradorów, yorkshire terrierów, jamników czy bokserów. To doskonały pomysł na podniesienie sprzedaży – każdy lubi mieć wrażenie, że kupuje produkt przygotowany specjalnie dla niego.

Specjaliści są dosyć sceptyczni i opowiadają się raczej za tradycyjnym podziałem na rasy małe, średnie i duże. Ale przecież producenci wiedzą, że właściciele jamników czy yorków to dość specyficzna grupa ludzi, którzy traktują psy jak najważniejszych członków rodziny i gotowi są na wszelkie poświęcenia.

Trzeba też pamiętać, że świat producentów karmy nie dzieli się na złych i dobrych. Marki Pedigree, Whiskas oraz Royal Canin należą do tej samej firmy Mars, która poza tym produkuje na przykład znane batoniki. Również Purina pojawia się jako tania karma Darling oraz ponaddwukrotnie droższy Pro Plan.

 

Nie ma jak w domu?

 

Może więc warto zrezygnować z tych wszystkich wynalazków i karmić zwierzaka ryżem, makaronem, mięsem i warzywami? Cóż, jeśli mamy mnóstwo czasu i dobrych chęci, można spróbować. Tyle że dla psów czy kotów trzeba gotować oddzielnie – ich jedzenie nie powinno być solone ani przyprawiane, lepiej też unikać smażenia. Trzeba po prostu prowadzić oddzielną kuchnię dla ludzi, a oddzielną dla zwierząt.

Doktor Michał Jank przypomina też, że takie jedzenie może nie zawierać wszystkich niezbędnych składników – choćby tauryny czy karnityny. Dlatego dobrze jest, a w przypadku szczeniąt koniecznie trzeba używać suplementów diety zawierających witaminy, składniki mineralne czy dodatkowe aminokwasy.

Gdy zsumujemy wszystkie wydatki, może się okazać, że znowu droga dieta premium będzie tańsza niż „tanie” domowe jedzenie.

Trzeba też pamiętać o rzeczy pozornie oczywistej, choć nie przez wszystkich akceptowanej – pies to nie człowiek. Inna budowa przewodu pokarmowego i inne potrzeby powodują, że pies żywiony samymi ziemniakami i makaronem z pewnością nie będzie zdrowy. Weterynarze opowiadają anegdoty o właścicielach wegetarianach, którzy wychodzą z założenia, że skoro oni mięsa nie jedzą, to zwierzątko też nie musi.

Specjaliści zwracają uwagę na jeszcze jedną wadę żywienia domowego. Gdy kot lub pies zachorują na nerki, wątrobę czy serce, może się okazać konieczne wprowadzenie specjalnej diety leczniczej (patrz ramka), która sprzedawana jest w postaci suchej karmy. Tymczasem zwierzak przyzwyczajony do domowego jedzenia z pewnością nie będzie chciał przestawić się na gotową karmę. Psa w końcu do jedzenia zmusi głód, ale w przypadku kota kilkudniowy post może doprowadzić do uszkodzenia wątroby. Dlatego lepiej od samego początku karmić zwierzaka gotową karmą – w razie czego oszczędzimy sobie i jemu nerwów.

 

Gdy się drapie

 

Jednym z problemów, na jakie napotykają właściciele psów żywionych gotowymi karmami, jest drapanie się i zmiany na skórze zwierząt. Powszechnie nazywa się je uczuleniem, jednak jak uważa doktor Michał Jank, sprawa jest bardziej złożona. Jego zdaniem klasyczne alergie pokarmowe są u zwierząt stosunkowo rzadkie. Zazwyczaj problemy skórne są wynikiem niedoboru pewnych składników w pożywieniu i pojawiają się u tych, które przez długi czas jedzą stale tę samą karmę. Dlatego warto raz na kilka miesięcy zmieniać jedzenie, by dieta była bardziej urozmaicona.

 

Pan kotek był chory...

 

Poza normalnymi karmami do codziennego stosowania producenci oferują też pokarmy profilaktyczne lub lecznicze. To jedzenie dla psów i kotów chorych na serce, wątrobę, nerki, mających problemy ze stawami czy alergią.

Na przykład karmy dla psów chorych na serce zawierają kilkakrotnie mniej sodu niż zwykłe jedzenie. Jednocześnie, aby pies chciał jeść niesłony pokarm, stosuje się dodatkowe środki zapachowe i smakowe.

Powstają też karmy przystosowane specjalnie do potrzeb danej rasy psów czy kotów. Wyspecjalizowane pokarmy tworzy się na przykład dla kotów długowłosych, które czyszcząc sierść, połykają swoje włosy. W żołądku kota tworzy się z czasem kulka zbitej sierści mogąca zablokować jelito. Koty krótkowłose radzą sobie, wymiotując, jednak persy czy kolorpointy często nie są w stanie zwrócić dużej kulki. Dlatego karma dla nich przeznaczona zawiera dużo tłuszczu i substancji sprawiających, że połknięte włosy mogą gładko przejść przez układ pokarmowy.

 

Za dobrze

 

Weterynarze wspominają o „syndromie pierwszego psa”. Młode małżeństwo ma mieszkanie, samochód, dziecko i stwierdza, że czas na psa. Kupują drogiego szczeniaka i postanawiają dać mu wszystko, co najlepsze. Drogie karmy wzbogacają suplementami i patrzą, jak piesek rośnie. A rośnie fatalnie. Szczególnie u dużych ras pojawiają się problemy z kośćmi, stawami i ścięgnami. Pies rośnie za szybko i jego układ ruchu nie nadąża z rozwojem. Część hodowców sugeruje nawet rezygnację z podawania najlepszych karm i zejście do poziomu jedzenia średniej klasy.

 

Pełna micha?

 

Jak karmić zwierzaki? Czy wsypywać im pełną miskę jedzenia i pozwalać jeść według potrzeb, czy może podawać posiłki raz dzienne?

Sprawa jest dość prosta w przypadku kotów. Ewolucja przystosowała je do częstego jedzenia małych porcji. To zwyczaj z czasów, gdy wspólny przodek wszystkich kotów, kot nubijski, żywił się drobnymi kręgowcami. Jedna upolowana mysz miała około 30 kilokalorii i do dziś kot stojący przed miską pełną jedzenia zje tyle, by jednorazowo przyjąć właśnie 30 kilokalorii. Oczywiście zdarzają się odchylenia i jest nieco kotów, które pożrą tyle, ile zdołają.

Inaczej ma się sprawa z psami. Tu działa mechanizm: „zjem, ile dam radę, bo nie wiadomo, kiedy znowu będzie coś do żarcia”. Dlatego większość psów zjada natychmiast wszystko, co ma w misce.

Część doświadczonych hodowców twierdzi jednak, że psa można przyzwyczaić do jedzenia sposobem kocim. Jeśli przez dłuższy czas podaje mu się tyle jedzenia, ile chce, to po kilku dniach wielkiego żarcia zwierzę uczy się, że jedzenia jest zawsze pod dostatkiem, i samo zaczyna dobierać sobie porcje.

 

Co się je?

Zebraliśmy najpopularniejsze marki kociej karmy, jakie można znaleźć w sklepach spożywczych oraz specjalistycznych. Kolorem szarym oznaczone są produkty zaliczane do grupy premium, a białym – podstawowej. Widać, że mimo nawet czterokrotnie wyższej ceny za kilogram koszt żywienia karmą premium jest tylko dwa razy wyższy. Zestawiliśmy koszty dla 4–5-kilogramowego kota.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

KARMA DLA KOTÓW

CENA  ZA KILOGRAM

DZIENNA  DAWKA KARMY  (W GRAMACH)

DZIENNY KOSZT ŻYWIENIA (W ZŁOTYCH)

Eukanuba Adult Chicken & Liver

33,00

50

1,65

Hill’s Adult with Lamb

25,00

70

1,75

Iams Adult Lamb

21,00

55

1,16

Nutra Nuggets Normaly Active

16,33

66

1,08

Purina Pro Plan Adult

22,00

75

1,65

Royal Canin Beauty & Fit

30,50

75

2,29

Albert kompletna karma

4,00

85

0,34

Darling z mięsem

7,50

95

0,71

Euro Shopper

3,00

85

0,26

Friskies Adult

9,50

90

0,86

Kitekat z tuńczykiem

8,00

75

0,60

Whiskas z tuńczykiem

10,33

80

0,83

 

 

Tajemnicze składniki

Na opakowaniach karm dla zwierząt pojawiają się czasami niezwykle brzmiące nazwy składników w rodzaju słowiczych języczków, króliczych łapek lub przynajmniej wątroby dzika. Taki napis zobowiązuje, więc producenci faktycznie dodają opisany składnik. Tyle że jego zawartość jest zazwyczaj śladowa – wrzucenie do setek kilogramów masy kilku kilogramów egzotycznego składnika nie kosztuje wiele, a daje doskonały efekt marketingowy.
Wiele wątpliwości wśród właścicieli wzbudza umieszczana w składzie karmy pozycja „popiół”. Nie chodzi tu jednak o dodawanie jakiejś spalenizny – w ten sposób określa się zawartość składników, które by pozostały, gdyby karmę spalić w specjalnych warunkach. To zazwyczaj składniki mineralne i inne elementy, które nie ulegają strawieniu, ale są niezbędne, by pokarm był pełnowartościowy.

Maszyna do karmy

 

Jak sprawić, by mięso, warzywa i pozostałe składniki karmy przybrały znaną właścicielom zwierząt postać niewielkich, porowatych kulek? Wszystko, co ma się znaleźć w gotowym produkcie, trafia do ekstrudera – urządzenia przypominającego działaniem wielką maszynkę do mięsa. Wewnątrz panuje ciśnienie kilku atmosfer i temperatura sięgająca 150 stopni. W tych warunkach masa zawierająca dużo skrobi zaczyna się pienić i jest przepychana przez otwory nadające karmie odpowiedni kształt. Gwałtowne schłodzenie sprawia, że spieniony pokarm zastyga w postaci porowatych i łatwych do pogryzienia granulek. Na koniec na gotową karmę natryskiwany jest tłuszcz i substancje nadające zapach, a całość zamykana jest w hermetycznych opakowaniach. Jeśli pokarm ma zachować swoją wartość, a przede wszystkim ważny dla zwierzęcia atrakcyjny zapach, powinien być przechowywany bez dostępu powietrza. Dlatego nie należy kupować karmy sprzedawanej na wagę z otwartych worków – producenci przygotowują zwykle opakowania o różnej masie, by każdy właściciel dobrał odpowiadającą jego potrzebom porcję.

 

Piotr Stanisławski